<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Nowela amerykaska> 
<author_1=E. J. Geller>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=2>
<date=1951-02-25>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Bill Vane wrci do domu i z ulg rzuci na krzeso marynark. Wycign si na kanapie. W tej chwili odezwa si ostry dzwonek telefonu. Bill spojrza na zegarek. Bya szsta po poudniu. Skrzywi si. Kt, do licha nie pozwoli mi ani chwili wypocz. Niechtnie uj suchawk.
 Hallo!  Mr. Vane?  Tak, sucham.  Mr. Vane, dyrektor Thompson prosi, eby pan natychmiast przyjecha do studia.  Co si stao?  Nie wiem. Dyrektor Thompson czeka.  Okey, jestem za kwadrans.  Psiakrew, czego znw chce ode mnie to bydl, myla Bill. Na nowo zawiza krawat i pogwizdujc przez zby, zbieg po schodach. Ale w takswce opady go znw ponure myli.
Zasadniczo mogoby si wydawa, e Bill Vane nie mia powodu, aby skary si na swj los. By modym, zdrowym i bardzo zdolnym czowiekiem i w czasach panoszcego sie w zastraszajcy sposb bezrobocia, godowych pac i oglnego, staego obniania si stopy yciowej spoeczestwa, posiada sta posad, przynoszc mu pewn sum dolarw, wystarczajc na utrzymanie. Mgby wic by zupenie zadowolony z siebie i ze wiata, gdyby nie jedno, ale, ktre niweczyo wszystkie plusy jego egzystencji, zatruwao mu niemal kad chwil i z biegiem czasu stao si  bez przesady  przeklestwem jego ycia. Bill Vane westchn i chcia splun, ale powstrzyma si w ostatniej chwili, zorientowawszy si, e nie moe przecie opluwa takswki. W tym samym momencie auto zatrzymao si przed budynkiem nowojorskiej rozgoni radiowej CBS 4 i Vane ju bieg po schodach do biur na drugie pitro.
Jdzowata sekretarka poinformowaa go szorstko:
 Dyrektor Thompson czeka w studio.
Obrciwszy si na picie, Bill pobieg do windy i wkrtce wyldowa na szstym pitrze.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>